sobota, 10 kwietnia 2010
Ja: najpierw nie wierzyłam, później byłam w szoku, a za chwilę ogarnęły mnie straszne wyrzuty sumienia.
Ona: dlaczego?
Ja: bo nie darzyłam Prezydenta odpowiednim szacunkiem jaki mu się należał.
Ona: przestań! Zupełnie bezpodstawnie! Pamiętam jak dziś jak wspominałaś spotkanie z Prezydentem, jak wszyscy czepiali się go, iż się fafluni, że mały, że nie jest reprezentatywny, śmiali się z Niego... a Ty mimo innych poglądów politycznych powiedziałaś, iż jest Ci go szkoda. Mówiłaś, że jest zmęczony, smutny... dziwiłaś się skąd on bierze tyle sił aby odpychać te wszystkie ataki na jego osobę. Byłaś pod wrażenem, że mimo choroby matki w tak wierny sposób wypełnia swoje obowiązki.
wtorek, 06 kwietnia 2010
Ona: tęsknię za czasami jak byłaś młodsza. Zawsze jak tylko brakowało mi papierosów, kazałam Ci iść po nie i szłaś.
Ja: no niestety czasy się zmieniły.
Ona: (szykuje się do wyjścia... wzdycha) no niestety.
Ja: ale nie martw się... przez 15 lat ja chodziłam Ci po fajki, kolejne 15 będziesz Ty chodziła, a później będziesz tak stara, że nie będziesz mogła już palić.
Podsumowanie: no musi być równy podział ;-)
poniedziałek, 05 kwietnia 2010
Ja: chcę wyjechać, zostawić wszystko i wszystkich i mieć wszystko w dupie.
Ona: ja też chcę mieć wszystko w dupie.
Tak więc 27 lutego ja i Ona wyruszyłyśmy tam gdzie jest lato w środku zimy ;)
Ona: stanęłam na coś nieeleganckiego.
Ja: heh, ale Ty to nieostrożna jesteś.
Ona: noo. Zastanawiam się jak te kobiety chodzą po tych dołach i piaskach na tych szpilkach (wskazuje na jedną).
Ja: ooo Boże... jak ta baba wygląda? Powinna chodzić już o lasce, a ona zasuwa w 15 centymetrowych szpilach, miniówce i cyckami na wierzchu.
Ona: Naaatalka jak możesz!
Ja: Ja? Raczej jak ona może.
Ona: powinnaś dziękować Bogu, że lubisz tą trawę.
Ja: nom, rucole mogłabym jeść trzy razy dziennie.
Ona: bo ja z trawy to tylko kiełbasę lubię.
czwartek, 11 marca 2010
Ja: (4.30 zadzwonił budzik. Kilka minut wcześniej ja już nie spałam. Kiedy zadzwonił dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że dziś wyjeżdża).
Ona: (troskliwie zamknęła drzwi, aby przypadkiem mnie nie obudzić).
Ja: (nakryłam głowę poduszką, aby przypadkiem nie usłyszała, że płaczę).
To były piękne 3 tygodnie spędzone razem :-)
sobota, 02 stycznia 2010
Ona: jestem strasznie gruba w tym lustrze.
Ja: ja też.
Ona: któreś lustro kłamie, to albo nasze w domu?
Ja: obawiam się, że nasze.
Ona: jest straszne, mam przy nim kryzys tożsamości!
czwartek, 24 grudnia 2009
Ja: (na wesoło) wiesz co wszystko mnie wkurza, te wszystkie życzenia to przesada, dlaczego ludzie wysyłają tyle smsów, czy nie mają internetu? Na dodatek Mikołaj mnie też zdenerwował.
Ona: hmm... dlaczego?
Ja: bo miał mnie obudzić i mieliśmy dać Ci prezent zanim wyjdziesz do pracy.
Ona: ojej jakie piękne! Twoja matka nie jest taka dobra w niespodziankach i niestety telewizor nie zmieści się pod choinkę.
Ja: wiem, wiem... kocham Cię!
środa, 23 grudnia 2009
Ja: (kręcę się po pokoju, wstałam lewą nogą) jej jestem jakaś rozdrażniona, a nie mam powodu.
Ona: widzę właśnie.
Ja: przytul mnie!
Ona: (przytula) mam pomysł… złap ten garczek co stoi na balkonie i wylej cały gulasz na balkon sąsiadki z dołu. Polepszy Ci się…
Ja: hihihihi.
niedziela, 20 grudnia 2009
Ja: zostaw tą walizkę, masz chory kręgosłup, wezmę ją sama.
Ona: taa... zostaw to! Weźmiemy razem! Nie po to Cię tyle chowałam, abyś była kaleką!!!
Podsumowanie: nie wypadało abyśmy się na samym początku sprzeczały ;) musiałam ustąpić.
czwartek, 10 grudnia 2009
Ona: cieszę się, że nie idziesz przez życie rozpychając się łokciami.
Ja: tak uważasz?
Ona: taaak, Ty jesteś ponad to. Nie masz łokci, za to masz skrzydła.
|
Zakładki:
...autor...
...podczytuję...
...przyjaciele...
...tu plotkuję...
...tu też rozmawiają...
Każda matka marzy o tym, aby jej dziecko zostało największym jej przyjacielem, każde dziecko marzy, aby mieć koleżeński układ z matką. Żadna ze stron, nie bierze jednak pod uwagę, że stąpają po miękkim gruncie, przekraczają granicę i docierają tam, skąd nie ma powrotu…
|